Nasze otoczenie ma na nas ogromny wpływ. To w jakiej przestrzeni żyjemy i pracujemy, jakie rzeczy robimy w ciągu dnia, czy otaczamy się estetycznymi rzeczami, czy też nasze mieszkanie pełne jest przypadkowych rzeczy tworzących bałagan – to wszystko wpływa na nasze samopoczucie i kondycję psychiczną.

Wpływ na nie ma również to jakimi ludźmi się otaczamy, z kim spędzamy najwięcej czasu, z kim pracujemy i z kim się przyjaźnimy. I o tym dzisiejsza opowieść…

Niedawno moja przyjaciółka podzieliła się ze mną historią, która bardzo mocno to pokazuje. Kilka miesięcy temu jej dziecko poszło do przedszkola, jednego z tych, które reklamują się jako szanujące przestrzeń dziecka i o dobrej opinii wśród innych rodziców. Z wygadanego i radosnego, lecz wrażliwego 5-latka w ciągu zaledwie kilku tygodni stało się smutne, zaczęło mówić mniej i marudzić codziennie rano przed wyjściem. Moja znajoma zaobserwowała niepokojące zachowanie dość szybko, lecz kiedy zaczęła je zgłaszać do osób zarządzających przedszkolem one bagatelizowały to i zganiały na karb nadopiekuńczości rodziców. Jedyne na co zgodziły się władze przedszkola to, by rodzice mogli towarzyszyć dziecku jakiś czas w ciągu dnia. Podczas tych wizyt, a także podczas codziennego odprowadzania i odbierania dziecka, moja znajoma zaobserwowała niepokojące zachowanie jednej z przedszkolanek. Bagatelizowała ona to, co dzieci do niej mówią, zwracała się do nich jak do głupszych, okazywała im zniecierpliwienie i brak szacunku. Kiedy znajoma zaczęła o tym rozmawiać z władzami przedszkola znów usłyszała, że jest przewrażliwiona i że dziecko się przyzwyczai.

Czy powinno się jednak przyzwyczajać dzieci do braku szacunku? Czy można traktować je jak gorsze czy głupsze?

Tak minęło kolejnych kilka tygodni. Kiedy moja znajoma opowiedziała mi to, miała dużo wątpliwości. Czy powinna po raz kolejny zmieniać dziecku środowisko? Czy może władze przedszkola mają rację i przesadza? Czy może to naturalne u dzieci, że przeżywają rozstania z rodzicami nawet na kilka godzin w ten sposób? Moja znajoma była skłonna “przeczekać” te kilka miesięcy do końca roku szkolnego. Przekonana, że dziecko musi to przeżyć, by nauczyć się interakcji społecznych. Wciąż jednak miała w sobie strach, obawę i przeczucie, że jej dziecku może dziać się krzywda. Tu przerwę naszą historię na chwilę…

Ten wrażliwy 5-latek zareagował naturalną obroną. My jako dorośli jesteśmy przyzwyczajeni i często mamy “skorupę”, która chroni nas przed tego typu zachowaniami. Podświadomie jednak często reagujemy podobnie: wycofaniem lub narastającą wewnętrzną frustracją, którą chowamy w sobie i wyładowujemy na innych. Czy ktokolwiek jest w stanie przyzwyczaić się do braku szacunku i czy w ogóle powinniśmy się do niego przyzwyczajać? Moim zdaniem nie. Myślę, że zgoda na tego typu zachowania prowadzi do ich akceptacji społecznej i zaburzeń w relacjach między ludźmi. Każdy z nas ma swoje naturalne granice. Warto je oczywiście rozszerzać, jednak wtedy kiedy pozwala nam to poszerzać nasze horyzonty, a nie gdy powoduje akceptację/cichą zgodę na negatywne zachowania.

Czy można być szczęśliwym, wchodzić z zaufaniem w nowe relacje, gdy mamy w sobie wyuczony strach, że nawet w z pozoru bezpiecznych relacjach może nam się stać krzywda? Znów moja odpowiedź brzmi nie. Póki rządzi nami strach, będziemy zamknięci na ludzi, co skutecznie będzie blokować naszą naturalną radość życia.

Wracając do naszej historii…

Moja koleżanka zapytała mnie o radę. Najpierw zapytałam ją, a co na to jej dziecko? Co na to jej mąż? Jak czuje się z decyzją o zostawieniu dziecka w tym przedszkolu? Czy jest do niej przekonana? A potem powiedziałam jej o swoim celu, który stworzyłam kilka lat temu, i za którym staram się podążać. Jego fragment brzmi:

“…żyć w pięknych miejscach i otaczać się cudownymi ludźmi…”

Powiedziałam też, że wierzę, że sami stwarzamy nasz świat i to od nas zależy, jaki jest. Podobnie jest z tym, jakimi jesteśmy ludźmi. Wybierając otaczające nasz elementy (ludzi wokół, pracę, aktywności, w które się angażujemy, etc.) decydujemy o tym, jak wygląda nasze życie, kształtujemy się jako ludzie i stwarzamy nasz świat.

Nasza rozmowa trwała długo. Nie przekonywałam mojej koleżanki do swojego podejścia. Uważam, że powinna podjąć decyzję zgodną z tym, co czuje. Wpływ osób z zewnątrz nie jest w takich sytuacjach pożądany.

Kiedy rozmawiałyśmy kilka dni później, moja przyjaciółka mi podziękowała – powiedziała, że poczuła ulgę, że ktoś rozumie jej obawy i nie twierdzi, że przesadza. A jednocześnie poczuła ulgę, gdy podjęła decyzję o tym, by przenieść dziecko do innego przedszkola.

Dziś Walentynki i mam do Was apel – otaczajcie się pozytywnymi ludźmi o dobrych intencjach, którzy Was wspierają i na których możecie liczyć. Którzy traktują Was i Wasze uczucia, a także innych ludzi z szacunkiem (niezależnie od ich pozycji społecznej, czy wieku). Którzy szanują granice innych i są asertywni, gdy ktoś przekracza ich. To pozwala budować zdrowe relacje, czyni życie bardziej pozytywnym, a ludzi szczęśliwszymi. To ma realny wpływ na nas i nasze życie.