Kiedy 3 miesiące temu trafiłam na L4 związane z ciążą, jedyne o czym myślałam to odpoczynek, sen i zdrowie. Przez pierwszy miesiąc lekarz zalecił mi leżenie, jednak nie przeszkadzało mi to: był to czas na regenerację sił, odreagowanie stresów i zadbanie o własne (i nie tylko 🙂 ) zdrowie. Po około 1,5 miesiąca okazało się, że mogę już chodzić, wstawać – jednak znaczna część aktywności, które były dla mnie codziennością, musi pójść w odstawkę do końca ciąży. Dla osoby tak aktywnej jak ja, która na codzień łączy pracę, z projektami dodatkowymi, blogiem, dość aktywnym życiem prywatnym i kulturalnym, sportem i intensywnymi wyjazdami, dla której efektywność jest priorytetem, wiązało się to z koniecznością znacznego przemodelowania priorytetów i codziennych nawyków.

Okazało się to być dla mnie dość trudnym zadaniem. Zmniejszenie swojej normalnej aktywności o 90% prowadziło mnie wprost do frustracji i niezadowolenia. Łapałam się na tym, że byłam często zła i smutna, a dodatkowo złośliwa i nieszczęśliwa z powodu sukcesów innych. A nie jest to postawa, którą chciałabym u siebie obserwować. Nie chciałabym być takim człowiekiem nigdy (szczególnie w okresie ciąży, gdy mój stan psychiczny wpływa też na dziecko). Kiedy to u siebie zauważyłam, postanowiłam usiąść i zastanowić się nad swoimi celami i priorytetami na ten czas. W końcu zostało jeszcze 6 miesięcy, w trakcie których mogę nauczyć się czegoś nowego lub zrobić rzeczy, na które nigdy nie miałam czasu. Oczywiście uwzględniając ograniczenia fizyczne, które narzuca na mnie stan zdrowia.

Zdrowie

Okazało się, że moim priorytetem jest zdrowie. Postanowiłam codziennie:

  • ćwiczyć jogę lub rozciągać się przez co najmniej 15 minut,
  • iść na spacer lub na basen,
  • pić wodę z cytryną rano,
  • brać regularnie wszystkie witaminy i leki zalecane przez lekarza,
  • mierzyć codziennie ciśnienie,
  • jeść zdrowo: nauczyć się gotować samodzielnie zdrowe posiłki i wyeliminować słodycze, słodkie napoje oraz szeroko pojęte fast foody z mojej diety.
Rozwój

6 miesięcy to wystarczająco dużo, by nauczyć się jakiejś nowej umiejętności. I dość długo, by zapomnieć umiejętności, które w tym okresie nie będą wykorzystywane. Dlatego postanowiłam się nauczyć jednej rzeczy – padło na język włoski, którego zawsze się chciałam nauczyć. Ale też zadbać o język angielski, z którym normalnie miałam styczność na codzień w pracy, a teraz pewnie by zaniknął w moich kontaktach na 1,5 roku. Dodatkowo postanowiłam nadrobić zaległości książkowe – moja kupka wstydu urosła w ostatnim okresie znacznie. Dlatego postanowiłam:

  • codziennie robić co najmniej 3 testy w aplikacji Duolingo, który łączy naukę 2 języków równocześnie (w moim przypadku oczywiście włoskiego i angielskiego),
  • codziennie przeczytać artykuł / post, posłuchać ciekawej prezentacji (np. TED talk’a) po angielsku i zanotować z nich słówka na fiszkach (do tego wybrałam aplikację StudyBlue),
  • codziennie przeczytać co najmniej 1 rozdział książki.
Projekty

Część projektów, w które byłam zaangażowana musiałam niestety opuścić lub odłożyć na jakiś czas. Do części jednak byłam tak przywiązana, że nie chciałam z nich rezygnować. Mowa tutaj o blogu, którego właśnie czytacie i społeczności Project: People, którą współtworzę. Postanowiłam zatem codziennie robić jedną, skończoną rzecz dla każdego z tych 2 projektów.

Co dalej?

Na początku postanowiłam po prostu realizować te cele, licząc na sumienność i efektywność, które mnie normalnie charakteryzują. Będąc jednak w sytuacji, gdy nagle miałam do dyspozycji cały dzień, okazało się, że jest mi ciężej się zorganizować, niż wtedy, gdy mój dzień był wypełniony po brzegi.

Wówczas postanowiłam stworzyć sobie listę zadań na każdy tydzień i zaznaczać zrealizowane danego dnia. Jednak najbardziej optymalna okazała się matryca, w której kolumny to dni, a wersy zadania. Odznaczam w niej serie zadań, które realizuje codziennie. Nie tylko tych związanych ze zdrowiem, projektami czy rozwojem, ale też codziennie obowiązki.

Praca nad nowym postem na bloga in progress 🙂 #efficiency #effectiveness #matrix #blog #blogger #seinfeld

A photo posted by Managerem Być (@managerembyc) on


Dodatkowo jako ostatnie dodałam pole “Codzienna przyjemność”, które znacie z poniedziałkowego eksperymentu. W tym polu wpisuje rzeczy dobre, przyjemne, które zrobiłam dla siebie w tym dniu.

W niektórych polach po prostu odhaczam wykonane zadanie tzw. ptaszkiem. W niektórych, jak właśnie w polu “Codzienna przyjemność”, “Gotowanie” czy “Ciśnienie” konkretne wartości / określenia np. wysokość ciśnienia w danym dniu czy co udało mi się upichcić nowego.

Taki plan działania na początku wpisywałam do kalendarza na dany dzień lub tydzień. Jednak, gdy lista zrobiła się zbyt długa, zdecydowałam się ją przenieść na kartkę A4 i przygotować matrycę na 2 tygodnie. Takie rozwiązanie sprawdza mi się najlepiej jak do tej pory.

Podczas spotkania ze znajomym, który pochodzi ze Stanów, kiedy dumna chwaliłam się swoją matrycą 🙂 okazało się, że ktoś już to wcześniej wymyślił i w USA ta metoda jest spopularyzowana jako metoda Seinfelda. Seinfeld mówił jednak o robieniu jednej rzeczy i odznaczaniu jej w kalendarzu dążąc do tego, by nie przerwać “ciągu” codziennych realizacji. U mnie jest to lista zadań, więc metoda odrobinę się różni.

Jak zabrać się do przygotowania swojej listy?

Weź kartkę papieru i spisz na niej wszystkie nawyki codzienne, które masz i które chcesz wypracować. To będzie pierwsza część Twojej tabeli. Może się w niej znaleźć np. codzienne picie rano wody z cytryną czy też chowanie łóżka.

Następnie zastanów się nad swoimi celami i spisz je (jeśli masz pod ręką swoje cele roczne, to skorzystaj z nich!). Zastanów się, jak możesz przełożyć swoje cele na codzienne zadania. Może to być bardzo konkretnie zapisana akcja np. jeśli prowadzisz blog – napisanie co najmniej 2000 znaków codziennie; a jeśli chcesz schudnąć np. co najmniej 40 minut ćwiczeń codziennie. Może być to również określenie liczby rzeczy, które zrobisz w danym obszarze – tak jak w moim przypadku, zadania na moim blogu są różnorodne, więc zdecydowałam, że będzie to 1 skończone zadanie każdego dnia (np. 1 post na bloga, 1 post na Social Media).

Następnie na czystej kartce A4 narysuj tabelę:

  • 15 kolumn: 14 kolumn na dni + 1 kolumna na treść zadania (powinna być dość szeroka)
  • liczba wersów zależy od liczby zadań, które chcesz i jesteś w stanie wykonywać codziennie. Na mojej tabeli jest 16 wersów.

Na początek rekomenduję Ci zacząć z niewielką liczbą zadań codziennych (np. 2-3), zwłaszcza jeśli pracujesz i jesteś zajętą osobą. Jeśli weźmiesz na siebie za dużo, to brak realizacji może skutkować demotywacją i szybką rezygnacją. W końcu klucz do tej metody to regularność, sam mechanizm “odhaczania” zrobionych rzeczy i chęć nieprzerwania pozytywnego łańcuszka zrobionych rzeczy 🙂

Jeśli jednak masz więcej wolnego czasu – jesteś freelancerem, nie pracujesz aktualnie, to możesz pokusić się o większą liczbę zadań. Ja będąc na L4 zaczynałam od listy 4 zadań. Stopniowo urosła ona do 16 🙂

Przy większej liczbie zadań, możesz poszczególne typy zadań oznaczyć odrebnymi kolorami (np. zdrowie – zielony, projekty – niebieski).

Dzięki tej metodzie moja efektywność znów wzrosła, a zadowolenie z dnia codziennego i samej siebie wróciło na normalny poziom 🙂 Mam nadzieję, że podobnie będzie w Waszym przypadku!

Ciekawa jestem jakie będą Wasze listy codziennych zadań i jak będą wyglądały Wasze matryce. A może chcielibyście bym przygotowała Wam prostą matrycę do druku dla Was? Dajcie znać w komentarzach!