…kiedy nic nie wychodzi, kiedy wszystko się sypie, a nawet sprawdzone plany nie wychodzą. Kiedy wszyscy mają do Ciebie pretensje, a Ty nie masz sił nawet się bronić. Takie negatywne kumulacje zdarzają się każdemu. Powiem więcej, takie kumulacje zdarzają się każdemu nie bez przyczyny – uczą nas wiele, a lekcje wyniesione z nich mogą uczynić nas silniejszymi, zgodnie z powiedzeniem “Co nas nie zabije, to nas wzmocni”.

Przykład?

Jeden z tygodni w zeszłym roku to seria takich zdarzeń dla mnie. W poniedziałek okazuje się, że w ciągu 24h muszę dokończyć ważny dla firmy projekt, na który wcześniejszy deadline był do końca miesiąca. Dostaję też negatywną odpowiedź w sprawie mojej reklamacji telefonu – diagnoza “zalanie” i rachunek do zapłacenia 2500 PLN. We wtorek wycofuje się jedna z osób, z którą miałam współprowadzić zajęcia na uczelni w czwartek. Wyładowuje mi się komórka w ciągu dnia i mój mąż obraża się, że nie odpisywałam na wiadomości przez kilka godzin. W środę wieczorem dowiaduję się, że ASAP muszę przygotować ważne zestawienie w pracy – na jutro. W czwartek rano dowiaduję się, że będzie jednak osoba na zastępstwo, ale będziemy mieli 30 minut na jej wdrożenie tuż przed zajęciami. W czwartek podczas zajęć pada Internet, zasilacz nie działa, a studenci są zmęczeni i nie chcą współpracować (dodam, że wcześniejsza grupa była bardzo zadowolona z zajęć i oceniała je wysoko). W ciągu zajęć widzę kilka nieodebranych połączeń z biura i kilkadziesiąt nowych maili -> od razu wyobraziłam sobie, że to oznacza kolejny pożar…

Zapytacie co czułam w trakcie? Stres, stres, stres i jeszcze zmęczenie. I w głowie jedna myśl – żeby ten tydzień się już skończył. Ale nawet to nie przynosi pocieszenia – w poniedziałek zaczynała się konferencja, którą współorganizowałam, więc czekało mnie jeszcze dużo pracy i przygotowań, no i stresu, czy wszystko wypali.

Lessons Learned

Dla mnie był to przede wszystkim bardzo mocny sygnał, że za dużo na siebie wzięłam w jednym czasie: uczelnia, prowadzenie zajęć, praca, organizacja konferencji i kilka dodatkowych projektów m.in. blog, własny produkt, meetup. Jeśli wszystko układa się pomyślnie i idzie do przodu, to wzięcie na siebie takiej liczby rzeczy daje dużo satysfakcji i pozytywnej adrenaliny – jesteś super, bo udaje Ci się dostarczać wiele rzeczy wartościowych dla innych ludzi, wszyscy się dziwią jak Ty to wszystko łączysz i udaje Ci się to robić z sukcesem.

Co jednak, jeśli coś nie zadziała? Co jeśli nie zadziała więcej niż jedna rzecz w danej chwili? Pozytywne kumulacje dają kopa do dalszej pracy, a taka negatywna kumulacja? Uderza ze zdwojoną siłą i może zabić motywację, może wzbudzić uczucie, że nie dajesz rady, że jesteś do… kitu.

Lessons Learned #1: Dobieraj wokół siebie odpowiednich ludzi

W takich sytuacjach okazuje się na kogo możesz liczyć, kto okaże Ci wsparcie i doradzi/pomoże dobrym słowem, kto będzie stał obok i przyjmie razem z Tobą te trudności na tak zwaną “klatę”. Okazuje się też, kto bez wyrzutów sumienia zostawi Cię w tej sytuacji, stwierdzając, że to Twój problem i Twoja wina, że wziąłeś na siebie za dużo. A w skrajnych momentach wykorzysta ten moment słabości przeciwko Tobie. Takie momenty weryfikują listę współpracowników dość mocno 😉

Lessons Learned #2: Skup się na rozwiązaniach nie na problemach

Poczucie przytłoczenia, bezradności, słabości w takich momentach sięga zenitu. Skupienie się na rzeczach, które nie wychodzą, nie pomoże wyjść z sytuacji. Podobnie jak zrzucanie winy na innych, ucieczka od problemów czy schowanie się głęboko pod kołdrą 🙂 Rozwiązaniem, które mi pomogło w tej sytuacji było skupienie się na źródle i sednie problemu. Zastanowienie się:

  • co jest kluczowe w rozwiązaniu problemu?
  • co jest jego obiektywnym źródłem?
  • jakie są możliwe wyjścia?
  • jaki cel chciałam osiągnąć i czy da się go osiągnąć w inny sposób?
  • czy da się spriorytetyzować problemy, z którymi się stykam – jeśli tak, to które są najważniejsze i najpilniejsze (wg matrycy Eisnehowera)?
  • czy mam wpływ na daną sytuację?

Oczywiście zadanie sobie każdego z tych pytań, do każdego problemu jest często niemożliwe, zwłaszcza w ich nawale. Warto jednak wybrać 2-3 pytania, które są najbardziej adekwatne w danym momencie.

Skupienie na rozwiązaniach nie na problemach, pozwala również uspokoić się. Bardziej działa wówczas umysł (myślenie), nie serce (emocje).

Lessons Learned #3: To tylko chwila

Ważne jest również nastawienie do trudnych sytuacji. Jeśli w chwilach zwątpienia myślisz o sobie źle, od razu włącza Ci się negatywny wewnętrzny głos, który podpowiada Ci, że jesteś słaba, do d…, jesteś słabym szefem, nic Ci nie wychodzi, to pomyśl, że to tylko chwila, która minie. Przypomnij sobie, że w 99% przypadków dajesz radę, a trudności są nieuniknione, jeśli coś robisz, jeśli dążysz do realizacji swoich celów. Przypomnij sobie, dlaczego to robisz i co Cię czeka po zakończeniu projektów.

Historia sukcesów to nie prosta droga do zwycięstwa, a kręta ścieżka pod górę pełna konfliktów, porażek, słabych dni i stresu. Jednocześnie na końcu tej drogi czeka Cię satysfakcja, spełnienie marzeń i realizacja Twoich celów, zadowolenie i podziw/szacunek innych.

Lessons Learned #4: Odpuść

Jeśli zła passa się przedłuża zastanów się nad jej źródłem. Być może podchodzisz do problemów zbyt emocjonalnie. Być może bierzesz je zbyt osobiście. Być może stresujesz się rzeczami, które w całokształcie nie są istotne. Tak to problemy, z którymi ja borykam się w takich sytuacjach 😉

Perfekcjonizm i dążenie do tego, by wszystko było idealne nie jest opłacalne. Czasem może kosztować zbyt wiele w kontekście korzyści, które ze sobą niesie. A na pewno kosztuje dużo stresu.
Dlatego czasem warto po prostu odpuścić, uśmiechnąć się i pójść dalej…

A jak Wy sobie radzicie w trudnych sytuacjach?